Czy alkohol jest zdrowy?

„Bez przesady, to tylko wino!” A może: „Piwo? To nie alkohol…” Cóż, choć picie alkoholu jest głęboko zakorzenione w naszej kulturze, warto znać prawdziwe skutki jego spożywania i jeśli z niego korzystasz, to korzystaj z pełną świadomością. Świadomością tego, że zdrowiu to on z pewnością się nie przysłuży, a z perspektywy profilaktyki nowotworowej… nie ma czegoś takiego jak bezpieczna ilość alkoholu.

To nie jest łatwy temat, ale z pewnością ważny. Zwłaszcza, że w Polsce wiele osób spożywa regularnie alkohol, no bo „ze mną się nie napijesz?”. Picie alkoholu jest głęboko zakorzenione w naszej kulturze i powiedzieć, że „picie alkoholu nie sprzyja zdrowiu praktycznie w żadnym kontekście” to jak obrazić kogoś. Albo przynajmniej obrazić tego, kto regularnie alkohol spożywa. Bo przecież zawsze w zanadrzu jest argument, że babcia Twojego znajomego miała sto lat i regularnie piła setkę czystej. Ale przypomnę tylko, że argument takiej wagi to argument anegdotyczny i o niczym nie świadczy. Wracając do tematu – osób regularnie spożywających alkohol jest coraz więcej. Szacuje się, że nadużywanie alkoholu dotyczy coraz szerszych kręgów społecznych, a także coraz młodszych osób i jest to jeden z najpoważniejszych problemów zdrowia publicznego w Polsce. Kiedy słyszymy o nadużywaniu alkoholu, myślimy sobie, że naas to na pewno nie dotyczy. Mamy od razu przed oczami człowieka nazywanego pospolicie pijakiem, bezdomnego alkoholika, osobę, po której na pierwszy rzut oka widać, że z alkoholem ma problem. Ale to często błędne myślenie. Oczywiście, nie każdy, kto spożywa alkohol to alkoholik, ale każdy kto nadużywa alkoholu ponosi ryzyko uzależnienia. Niezależnie w jakiej ilości i jak często spożywasz alkohol, warto wiedzieć, jakie konsekwencje zdrowotne spożywanie alkoholu ze sobą niesie. 

Dzięki badaniom antropologicznym uznano, że alkohol prawdopodobnie towarzyszył człowiekowi od zarania wieków. Pełnił on różne funkcje – fizjologiczne, psychologiczne, społeczne, a z czasem nawet funkcje ekonomiczne czy polityczne. Różnego rodzaju napoje alkoholowe powstały w sposób niezamierzony, w zasadzie przypadkowy – w wyniku fermentacji winogron powstało wino, a w wyniku fermentacji ziarna jęczmiennego co dało piwo. Pierwsze winnice pojawiły się w Polsce prawdopodobnie w XII wieku. Wódka i inne alkohole powstające przez fermentowanie przez długi czas były używane jako środek leczniczy. Na przykład wino – przez wieki uważano za środek wzmacniający, znieczulający oraz uspokajający. W dzisiejszych czasach ponownie odkrywamy właściwości czerwonego wina. Badania naukowe dowodzą, że przyczyniać się może do zapobiegania chorobom sercowo – naczyniowym i chorobie Alzheimera. Z tym, że zazwyczaj dotyczy to jednak składników zawartych w winie czerwonym, a nie alkoholu per se. Czy na pewno ten argument jest wystarczający, aby alkohol bezpiecznie spożywać?

Warto wiedzieć, że ta sama lampka wina dziennie, która teoretycznie ma działać profilaktycznie na choroby układu krążenia – zwiększa ryzyko niektórych nowotworów, w tym nowotworu piersi. Jak podaje na swojej stronie Krajowy Rejestr Nowotworów – szacuje się, że 2 do 4 proc. wszystkich przypadków nowotworów spowodowanych jest pośrednio lub bezpośrednio przez alkohol, a regularne picie alkoholu zwiększa ryzyko wystąpienia raka jamy ustnej, gardła, przełyku, krtani, wątroby i piersi u kobiet. No i co najważniejsze – nie trzeba się upijać, by zwiększyć ryzyko chorób. Tak jak wspomniałam na początku – z perspektywy profilaktyki nowotworowej nie ma bezpiecznej ilości alkoholu. Często analizujemy alkohol pod kątem jakości, a prawda jest taka – że liczy się tu głównie ilość spożytego alkoholu. Alkohol z super-drogiego whisky cz wina nie będzie działał inaczej, niż ten z taniego piwa. Możemy analizować składniki w tych alkoholach zawarte – bo wtedy faktycznie jest różnica, ale jednocześnie należy pamiętać, że każdy z tych składników jednocześnie jest jednak spożywany razem z alkoholem. Oczywiście skutki picia alkoholu są różne i uzależnione od różnych czynników, takich jak wiek, stan zdrowia, dieta czy płeć. Na przykład z perspektywy biologicznej organizm kobiety dużo gorzej radzi sobie z metabolizmem alkoholu od organizmu mężczyzny.

Dla kobiety za względnie bezpieczne – słowo klucz – względnie – uznaje się jedną porcję czystego alkoholu, czyli 10 g dziennie. Daje to jeden kieliszek wina, szklankę piwa lub mały kieliszek mocnego alkoholu. Patrząc na porcję to u kobiet będzie to 30 ml wódki o 40 procentowej zawartości alkoholu albo 100 ml  wina średnio 12 procentowego czy niecałe trzysta ml  mocnego piwa, przy czym za mocne uznaje się już takie z zawartością alkoholu cztery i dziewięć procenta, za to lekkiego piwa, czyli takiego 3,5 procentowego yo wyjdzie niecałe czterysta mililitrów. U mężczyzn dopuszcza się dwukrotnie większe spożycie alkoholu. Przypominam jednak, że mimo to – z perspektywy profilaktyki nowotworowej nie ma bezpiecznej ilości alkoholu.

A propos używek – warto wiedzieć, że palenie papierosów mocno potęguje działanie alkoholu i odwrotnie – alkohol przyspiesza wnikanie substancji rakotwórczych zawartych w  dymie papierosowym w obrębie jamy ustnej i gardła. Zatem połączenie alkoholu i papierosów zwiększać może ryzyko nowotworów nawet o sto procent… Krajowy Rejestr Nowotworów podaje, że całkowite zerwanie zarówno z paleniem, jak i z piciem ograniczyłoby liczbę przypadków raka jamy ustnej, aż o 83 procent! Ale – zmniejszając tylko ilość wypijanego alkoholu, można by prawdopodobnie znacząco zapobiec tym nowotworom i zmniejszyć wyraźnie ryzyko. 

Zakładając, że ktoś regularnie spożywa alkohol, to aby obniżyć ryzyko wystąpienia raka głowy i szyi potrzebuje dziesięć lat, a aby zrównać do to z ryzykiem jaki mają abstynenci – potrzebuje aż dwudziestu lat. To naprawdę dużo czasu. 

Alkohol z pewnością nie sprzyja zdrowiu jelit. Co prawda dotychczas nie wszystkie badania potwierdziły związek spożywania alkoholu z nowotworem jelita grubego, ale wiemy, że alkohol ułatwia wnikanie rakotwórczych substancji do komórek jelita. Ale w kontekście jelit to przede wszystkim powinien nas przekonać fakt niszczenia alkoholem mikroflory jelit. Osoby nadużywające alkoholu często cierpią na stany lękowe i pogorszone samopoczucie, a jedną z przyczyn może być tutaj właśnie dysbioza jelitowa, bo jak wiemy, znaczenie jelit i osi mózgowo-jelitowej w kontekście zdrowia psychicznego i samopoczucia jest dużo większa, niż kiedykolwiek sądziliśmy. Co więcej, jedno z badań wykazało, że spożywanie niewielkiej ilości alkoholu, czyli właśnie tych wcześniej wymienionych względnie bezpiecznych dawek – sprzyja rozrostowi bakterii w jelicie cienkim, czyli może prowadzić do tak zwanego SIBO, a jego objawy to wzdęcia, biegunki, zatwardzenia czy częsty ból brzucha. 

Idąc dalej, myślę, że nikogo nie trzeba przekonywać, że alkohol to wróg zdrowej wątroby. Aby to zrozumieć, musimy lepiej przyjrzeć się temu, co w tym alkoholu faktycznie jest problematyczne. W największym stopniu za rakotwórczy efekt picia najprawdopodobniej odpowiada aldehyd octowy, który jest toksycznym produktem trawienia etanolu. To właśnie ten związek powoduje kaca, choć to najmniejszy problem, jeśli chodzi o skutki jego działania. 

Aldehyd octowy uszkadza DNA i upośledza naturalną zdolność komórki do naprawiania tych uszkodzeń. W konsekwencji zwiększa się ryzyko powstania szkodliwych mutacji. A zgodnie z wynikami badań naukowych mamy coraz więcej przesłanek aby sądzić, że aldehyd octowy przyspiesza wzrost guza. Wracając do wątroby – w niej rozkładany jest etanol, dlatego nadużywanie alkoholu będzie uszkadzać komórki wątrobowe i może prowadzić do nieodwracalnego zwłóknienia wątroby, docelowo do marskości. Więcej o chorobach wątroby mówiłam w tym filmie. 

Kobiety dużo szybciej mogą doprowadzić do zapalenia, a następnie do marskości wątroby w wyniku spożywania alkoholu. Alkohol, podobnie jak nikotyna, zwiększa ilośc estrogenu – żeńskiego hormonu płciowego, a usunięcie nadmiaru hormonu to również wysiłek dla wątroby. Wyższy poziom estrogenu we krwi zwiększa ryzyko raka piersi. Dokładając do tego nadwagę lub otyłość – ryzyko to zwiększamy jeszcze bardziej. Estrogen zwiększa ryzyko nowotworu piersi poprzez kilka mechanizmów i co ważne – wystarczy jeden kieliszek wina dziennie, aby spowodować podwyższenie poziomu tych hormonów. I znów wracamy do naszej „bezpiecznej” ilości alkoholu i tym samym znów możemy zrozumieć , dlaczego to tylko względne bezpieczeństwo. A no dlatego, że jak już wiecie…  z perspektywy profilaktyki nowotworowej nie ma bezpiecznej ilości alkoholu. To taka mantra, którą chciałabym, abyście zapamiętali.

Nowotwór rozwija się czasem przez kilkadziesiąt lat, stąd regularne picie alkoholu w młodym wieku może rozwój nowotworu przyspieszać. Zostając przy nowotworze piersi – im więcej pijesz, tym wyższe jest to ryzyko. Według danych z międzynarodowej agencji do spraw badań nad rakiem nawet jeśli to jest ta jedna lampka dziennie do obiadu – nie jest ona obojętna i może zwiększać ryzyko nowotworu piersi  u kobiet nawet o 7 do 10%. To nie jest mało – w końcu stawką jest życie. A jeśli weźmiemy pod uwagę trzy i więcej porcji alkoholu jednorazowo to wpływ na zdrowie będzie podobny co wypalenie paczki papierosów – czyli zwiększa ryzyko wystąpienia nowotworu piersi o 40-50% w stosunku do kobiet, które alkohol spożywają bardzo rzadko albo wcale. Co prawda alkohol zwiększa ryzyko różnych nowotworów w różnych narządach, ale to piersi są wyjątkowo podatne na jego rakotwórcze działanie, nawet przy niewielkich ilościach tej używki. Na przykład we Włoszech i Francji aż 10% nowotworów piersi wiąże się ze spożywaniem alkoholu. Dieta śródziemnomorska jest spoko, ale nie wiąż z nią regularnego spożywania wina do obiadu – to naprawdę nie jest dobry nawet, zwłaszcza jeśli jest praktykowany codziennie. Co ciekawe, w 2009 przeprowadzono badanie na grupie kobiet, które zostały wyleczone z nowotworu piersi i okazało się, że według tych badań nawet picie jednego kieliszka alkoholu dziennie znacząco zwiększało ryzyko nawrotu choroby.  

Oczywiście, badania faktycznie potwierdzają, że są prawdopodobnie aspekty zdrowia, na które alkohol może działać korzystnie. Na przykład według danych z badań europejskich z 2007 r. wynika, że w przypadku kobiet po menopauzie już jeden drink tygodniowo może wystarczyć, by zmniejszyć ryzyko wystąpienia udaru i zawału serca o 36 proc. W kontekście powyższych danych to jednak nie powinien być argument za regularnym piciem. Jeżeli lubimy smak bądź chcemy zyskać właściwości antyoksydacyjne z wina czerwonego – możemy wybrać wino zero procent. To było moje odkrycie jakiś czas temu, że w większych marketach, ba nawet na stacji benzynowej spotkałam wino zero – wytrawne, smakiem mocno zbliżone to typowego wina. I nie był to smak soku, bo wino zero to nie sok aromatyzowany, a to normalne wino, z którego za pomocą ekstrakcji próżniowej usuwa się alkohol. Dla mnie to było świetne odkrycie, bo lubię cierpki smak wina, a jednocześnie coraz bardziej niepokoją mnie doniesienia naukowe na temat wpływu alkoholu na zdrowie. Choć a propos antyoksydantów – wielu naukowców uważa, że w czerwonym winie jest zbyt mało antyoksydantów, aby miało ono jakikolwiek znaczenie w profilaktyce chorób sercowo-naczyniowych czy w kontekście zdrowia ogółem.

Wracając do teoretycznie korzystnego działania alkoholu na zmniejszanie ryzyka chorób sercowo-naczyniowych. W wytycznych Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego z 2016 roku pojawiła się informacja, że w jednym z opublikowanych badań poddano w wątpliwość jakikolwiek korzystny efekt umiarkowanego spożycia alkoholu. Autorzy wspomnianego badania sugerują, że najniższe ryzyko rozwoju chorób sercowo-naczyniowych występuje u abstynentów, i że każda ilość spożywanego alkoholu może wpłynąć na podniesienie ciśnienia tętniczego krwi i wyższą masę ciała. 

Zainteresować powinno nas badanie, które zostało opublikowane w prestiżowym czasopiśmie naukowym „Lancet” w którym objęto analizą uczestników ze 195 krajów, a obserwacja ta trwała 26 lat. W badaniu wzięły udział osoby pijące i niepijące w przedziale wiekowym od  15 do 95 lat. 

Co się okazało? A to, że abstynenci dużo rzadziej zachorują na nowotwór lub staną się ofiarą wypadku w stosunku do osób pijących, a wskaźnik ten niebezpiecznie rósł z każdym wzrostem spożywanej porcji alkoholu na dobę. Jeden z głównych naukowców prowadzących badanie zauważył, że silny związek pomiędzy konsumpcją alkoholu, a zwiększonym ryzykiem zachorowania na raka, choroby zakaźne czy uczestnictwa w wypadku w bezsprzeczny sposób przeważa nad korzyściami dotyczącymi profilaktyki sercowo-naczyniowej. Zresztą, profilaktyka chorób sercowo naczyniowych naprawdę nie jest trudna i dotyczy tradycyjnego tak zwanego zdrowego stylu życia i utrzymywania prawidłowej masy ciała. Naprawdę nie potrzeba tu jeszcze alkoholu. 

Uzależnienie od alkoholu jest chorobą psycho-bio-spoleczną i wymaga leczenia. Pamiętaj jednak, że nie musisz być uzależniony, ba – nie musisz się nawet upijać – aby pogarszać sobie zdrowie poprzez regularne spożywanie alkoholu. I nawet regularna porcja alkoholu dziennie może mieć tu znaczenie. Światowy Fundusz Badań nad Rakiem jasno komunikuje, że w profilaktyce zdrowotnej zaleca się całkowitą abstynencję i że nie ma czegoś takiego jak bezpieczna dawka czy bezpieczny limit alkoholu. W dodatku ryzyko rośnie wraz ze wzrostem ilości wypijanego alkoholu. Pod względem profilaktyki nowotworowej nie ma również czegoś takiego, jak lepszy czy gorszy rodzaju alkoholu. Podejście w stylu, że wino jest mniej szkodliwe od wódki to duży błąd. Praktycznie wszystkie napoje alkoholowe mają podobny wpływ na ryzyko rozwoju choroby nowotworowej, więc nie można powiedzieć, że któryś rodzaj jest bardziej bądź mniej bezpieczny.

Dbaj o siebie i dokonuj świadomych wyborów, bo pewne rzeczy będzie trudno później odkręcić.


Źródła:

http://wsa.edu.pl/download/wydawnictwo/ZN%2049.pdf#page=96

http://onkologia.org.pl/alkohol/

https://link.springer.com/article/10.1007/s12263-009-0154-1 

https://kopalniawiedzy.pl/zespol-rozrostu-bakteryjnego-jelita-cienkiego-SIBO-alkohol-spozycie-umiarkowane-Scott-Gabbard,14581

http://kurier.pap.pl/profilaktyka/dwa-drinki-dziennie-czyli-zwiekszone-ryzyko-zachorowania-na-raka

Facebook
Instagram
[instagram-feed]
Archiwum