"Oczyszczanie z toksyn" mit czy dezinformacja? - Daria Łukowska

Okres wiosenno-letni to moment, kiedy większość z nas nagle przypomina sobie, że warto by jednak zadbać o zdrowie, a tym bardziej o formę na lato. Rzucamy się więc na diety cud, żeby cudownie szybko schudnąć i „oszczyścić ciało z toksyn” – cokolwiek to oznacza. No właśnie – mamy aktualnie rozstrzał pomiędzy ludźmi wciąż wierzącymi w magię czy dietę opartą na 20 bananach (tak, byłam tam), a ludźmi którzy wszystko podważają, nie próbując zagłębić się w genezę mitu. Wiesz, zazwyczaj mity i plotki skądś się biorą. Mogę domniemywać, że mit o „oczyszczaniu toksyn” powstał na wiele lat przed tym, zanim zrozumieliśmy mechanizm autofagii. I dopóki oczyszczanie z toksyn czy złogów brzmi zgoła kuriozalnie, o tyle świadczy o tym, że gdzieś kiedyś, kiedy jeszcze prof. Yoshinori Ohsumi i inni naukowcy nie nazwali tego mechanizmu autofagią – ludzie już widzieli, że w organizmie zachodzą zmiany, które nie zawsze udawało racjonalnie wytłumaczyć. Magia? Nie, po prostu wtedy jeszcze nie było odpowiednich metod badawczych, aby zrozumieć skomplikowane procesy zachodzące wewnątrz organizmu. Wiecie już po części, czym jest „autofagia”, i choć nie ona jedyna odpowiada za porządki w naszym organizmie – jednak jest to jeden z kluczowych procesów.

Czym mają być owe toksyny, których chcemy się pozbyć? Jedni mówią, że „mięso zalega w przewodzie pokarmowym kilka dni” – co oczywiście jest nieprawdą – chyba że masz problemy z enzymami trawiennymi i zaparciami. Nie widzę innej możliwości, są to teorie wyssane z palca (albo z krzyczących materiałów na Yt). Inni uważają, że gromadzą się w nas chemiczne środki, które pochłaniamy razem z żywnością (hmm, to gdzie one mają swój magazyn?) – [a zresztą – nie można zapominać, że od bieżących porządków z zanieczyszczeniami, jakie spożywamy – mamy wątrobę, nerki czy jelita!], jeszcze inni… no właśnie. Takie stwierdzenia to są mocne nadużycia. Ale faktem jest, że np. komórki pod wpływem tłuszczów trans mogą ulegać uszkodzeniu, przez co skóra będzie gorzej wyglądać. Faktem jest, że w wyniku licznych procesów zapalnych możemy zauważyć zmiany skórne czy bóle stawowe. Dlatego to nie do końca te „toksyny”, z których musimy się „oczyszczać” – ale po prostu zmiany w organizmie, jakie zachodzą pod wpływem niezbyt zdrowego stylu życia – delikatnie ujmując. I faktem jest również to, że są w naszym organizmie mechanizmy, które – gdy się im to umożliwi – pomogą zmniejszyć, a czasem nawet cofnąć te zmiany. Stąd popularność „diety” dr Dąbrowskiej chociażby.

Dieta dr Dąbrowskiej

Dr Ewa Dąbrowska i jej post warzywno-owocowy zyskał ogromną popularność w Polsce.  Zasady jego stosowania powstały wiele lat temu i uważam, że warto by było je zaktualizować, gdyż wielu z nich nie da się racjonalnie wytłumaczyć. Jednak dieta sama w sobie w skrócie polega na spożywaniu 400-600 kcal z warzyw i niektórych owoców (grejpfrut, jabłko).  Prawidłowo zastosowana powinno zawierać nie więcej, niż 3 posiłki dziennie oraz dużo spacerów, obcowania z naturą i spokoju. Owoce powinny być wyjątkiem, a nie regułą, a na duży stres czy ciężkie treningi również tu nie ma miejsca. W poście warzywno-owocowym Jmowa o „odżywianiu wewnętrznym” czy „zjadaniu się od środka”. Jakkolwiek to brzmi, oczywiście chodzi tutaj o mechanizm  autofagii (co umożliwia właśnie okresowa dieta niskokaloryczna, niskobiałkowa, niskowęglowodanowa). Organizm prawdopodobnie wchodzi również w stan ketozy, ale obstawiam, że nie zawsze – jeśli ktoś zapija się sokami owocowymi i zajada dużo owoców na poście, dostarczając w ten sposób dużo więcej kcal oraz węglowodanów – prawdopodobnie nie osiągnie tego stanu. Osobiście uważam, że być może lepszym wyjściem byłoby zrobić cykliczny, 5-dniowy FMD, regularny Intermittent Fasting czy krótkookresowe posty na wodzie, o ile jest taka zasadność i o ile ktoś je ODPOWIEDNIO zastosuje. 40 dni postu dr Dąbrowskiej może dla niektórych nie być dobrym rozwiązaniem. Jednak jest gro osób, które zawdzięczają diecie warzywno-owocowej poprawę zdrowia i widoczne cofnięcie się zmian, które zwyczajowo na postach mogą się cofać [KLIK].

Możesz poczytać o moich przygodach z dietą dr Dąbrowskiej sprzed dwóch [klik] lat oraz roku [klik]. Z moją aktualną wiedzą oraz doświadczeniem, sądzę że więcej nie spróbuję.

Co z postem na sokach?

Cóż, często to ryzyko bezsensownego spożywania nadmiernej ilości cukru i kalorii, bez uczucia sytości. Faktycznie, po 2-3 dniach na samych sokach możesz czuć się lekko, bo treść pokarmowa nie zalega w jelitach. Zdecydowanie jednak nie ma takiego procesu, jak „wypłukiwanie toksyn”. No bo – jakich toksyn i w jaki sposób miałyby się one tymi sokami wypłukać? 🙂 Generalnie nie widzę sensu, aby robić długi post na samych sokach, zwłaszcza jeśli zawierają one sporo owoców. Owoce są OK, dopóki je zjadasz w całości, a nie wypijasz kilka razy dziennie, zwłaszcza jeśli nie jesteś wyczynowym sportowcem czy osobą, która chciałaby przytyć, a nie może. Generalnie poza tym, że dla smaku – nie widzę nic nadzwyczajnego w spożywaniu soków przy tradycyjnej diecie. Są wyjątki, jak np. sok z buraka dla poprawy wytrzymałości [KLIK], ale popijanie śniadania po angielsku, sokiem z kilku pomarańczy – to niefajny pomysł.

Cudowny sposób na odchudzanie?

Kiedy jednak myślimy o poście – jakimkolwiek poście – jako o utracie nadprogramowych kilogramów, i tylko takim powodem się kierujemy – możemy się mocno rozczarować. Długie, nieprzemyślane posty, przeplatane byle jakim jedzeniem – to krótka droga do efektu jojo czy rozregulowanej gospodarki hormonalnej (jak chociażby szaleć może leptyna – przez co mamy problem z uczuciem sytości po posiłku). Co prawda są kliniki, które otyłość i choroby metaboliczne leczą własnie poprzez posty (tak jak się domyślasz, w Polsce wciąż uchodzi to za altmed), jak między innymi klinika dr Jasona Funga [https://idmprogram.com] – jednakże wtedy osoby poddawane cyklicznym postom są pod stałą opieką lekarzy. To ważne, zwłaszcza gdy post robi osoba, która choruje na cukrzycę czy nadciśnienie i bierze w związku z tym leki. „Zabawa” z postami na własną rękę w takim przypadku może mieć nawet skutki śmiertelne.

 

Reasumując

Zarówno zachłyśnięcie się jakąkolwiek formą postów, jak i całkowite podważanie zasadności ich stosowania jest (moim zdaniem) niedorzeczne [chociażby ze względów ww. autofagii czy wpływu okresowych restrykcji kalorycznych na geny długowieczności KLIK]. Jednakże wiele z diet, reklamujących się jako „oczyszczanie z toksyn” to chwyt marketingowy i nie ma nic wspólnego z prawidłowo przeprowadzonym postem.  Post – zastosowany razem z prawidłową, dobrze zbilansowaną, odżywczą dietą oraz zadbaniem o środowisko w którym żyjemy czy sen – może być ciekawym narzędziem poprawiającym jakość zdrowia. Ale zdecydowanie niesie ze sobą również duże ryzyko pogorszenia zdrowia – gdy będzie zastosowany w nieodpowiedni sposób lub przez osoby, które zdecydowanie robić go nie powinny, a taka lista jest długa [KLIK].