Recenzja książki „Pokolenie JA – niezdolni do relacji”, czyli refleksje na temat współczesnych ~30-latków - Daria Łukowska

Dokładnie 1.01 natrafiłam na stronie magazynu Focus na artykuł, który bardzo mnie zainteresował. Autor artykułu kilkukrotnie powołuje się na książkę „Pokolenie ja – niezdolni do relacji”. Uznałam że chcę ją koniecznie przeczytać, tym samym już za 2 dni książka była u mnie w domu. Niestety musze przyznać, że książka trochę mnie rozczarowała. Zdaje sobie sprawę, że sama jestem temu winna – gdyż miałam zbyt duże oczekiwania co do niej. Spodziewałam się, że będzie dokładnym rozwinięciem tematu, który został poruszony w powyższym artykule. Otrzymałam jednakże zbiór dość chaotycznie uporzątkowanych felietonów 35-latka, o którym możemy przeczytać na okładce, że „posiada wyjątkowy talent do obserwacji i refleksji, dzięki czemu jest odpowiednią osobą do analizy swojego pokolenia”. Poza tematyką relacji tzw. romantycznych otrzymujemy sporo innej tematyki dotyczącej życia dzisiejszych singli po „30”, Tndera, Facebooka, uzależnienia od telefonów. Lektura ma nas skłonić do refleksji w poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie: dlaczego współcześni 30-40 latkowie są tak skupieni na sobie? Autor często powołuje się na liczne rozmowy z przyjaciółmi, którzy zwierzają mu się ze swoich życiowych rozterek i relacji (sam autor jest wieloletnim „singlem”). Rozmowy te są inspiracją do rozwinięcia danej tematyki w kolejnych rozdziałach w postaci refelksji i anegdotek. Książkę czyta się lekko i przyjemnie, są nawet momenty gdzie można się pośmiać – jeśli ktoś lubi żarty o zabarwieniu sarkastycznym. Jest jeszcze jedna kwestia, która rzuca się w oczy. Autor mieszka w Berlinie i jego obserwacja dotyczy głównie życia w „wielkim mieście”. Podobne zjawisko z łatwością można zauważyć w innych większych miastach, jak w Warszawie chociażby. Uważam, że problem wiecznego dążenia do urojonej doskonałości i ciągle czekanie na „lepsze”, nadmiar perspektyw, przerost ego i lęk przed odpowiedzialnością – to właśnie domena dużych miast, ale też coraz częściej i tych mniejszych – gdzie również stery nad życiem przejmuje internet. Ale to moja prywatna opinia. Postanowiłam wypisać sobie fragmenty, które miały dla mnie szczególną wartość – które chciałabym zapamiętać na dłużej. Stąd poniżej cenne myśli z książki i moje refleksje na ich temat.

  • „Żyjemy w społeczeństwie budzenia potrzeb. My nie potrzebujemy telefonu – my potrzebujemy najnowszego iPhone’a. Kupowanie produktów daje nam krótką chwilę zaspokojnia, krótką, by tak rzec, chwilę szczęścia. No ale to nie jest trwałe uczucie i dlatego musimy ciągle kupować kolejne produkty. Musimy stale być z siebie niezadowoleni, by system działał.” 

 

  • MIGLE. Przyznam, że pierwszy raz się spotykam z takim pojęciem, a które podobno już jakiś czas jest w powszechnym użyciu. Jest to mieszanka słów: „mixed” i „single” – oznacza relację dwójki ludzi, którzy spędzają razem czas – razem gotują, chodzą do kina, do teatru, sypiają ze sobą itp. – ale nie są oficjalnie parą i nie mieszkają razem. Dlaczego? Chodzi o magiczne słowo – „odpowiedzialność”. Każdy chce teraz przed tym uciekać – odpowiedzialność pokoleniu aktualnych 25-35 latków często kojarzy się  z utratą wolności i ciężkimi kajdanami. Oj nie. Lepiej być MINGLEM! Autor uważa, że to wynika z coraz bardziej socjopatycznego społeczeństwa i tego, że dążymy do perfekcji i stanu idealnego, którego przecież nigdy nie osiągniemy – więc chcemy mieć otwartą furtkę. Furtkę, która w razie pierwszych problemów i komplikacji w związku (które – umówmy się – są nieuniknione) pozwoli szybko uciec i zmienić partnera zamiast stawić czoła konfliktom. Unikamy zaangażowania, bo może prowadzić ono do zranienia.

 

  • Bezwzględnie moim ulubionym cytatem z tej książki jest ten: „Nie bez powodu się mówi, że dzisiaj jednym z najszczerszych komplementów jest niewyjmowanie komórki z kieszeni podczas spotkania.” No powiedz, czyż nie? Komórki to zabójcy komunikacji – mimo, że pierwotnie komunikację tą miały ułatwiać.

  • TINDER – tak, wiem, że niektórzy faktycznie spotkali się na Tinderze i stworzyli wartościowe związki. Ponoć są tacy. Autor jednakże bardzo ciekawie podsumowuje tą aplikację. „Problem tkwi nie w powierzchowności (Tindera), a w masie. Nieograniczone mozliwości wyboru, strumień nowych potencjalnych partnerów, który nigdy nie wysycha. Ten strumień uzależnia. Każdy match jest sukcesem na małą skalę, a odrzucenie właściwie do nas nie dociera. Człowiek traci rozeznanie – nie czuje się zraniony.” Cóż, to podobnie jak mingle. Ta możliwość nieograniczonych możliwości i ten stres – co jeśli gdzieś czeka jednak ktoś „lepszy” dla mnie? Może jeszcze poszukam. I jeszcze. I jeszcze. Jest teraz dobrze. Ale może być pewnie jeszcze lepiej. I lepiej. I lepiej. „Dziś mamy prawo do wszystkiego. Ale kto ma prawo do wszystkiego, ten n i e k o n i e c z n i e ma łatwiejsze życie.”

  • Pojawił się dość kontrowersyjny rozdział „Ile uczuciowości może znieść bliski związek” z dyskusją na temat tego, czy o potencjalnej zdradzie w związku powinno się mówić partnerowi. O tym, że wybaczenie a zapomnienie to dwie różne kwestie i czy warto na zawsze nadwyrężyć czyjeś zaufanie w związku czy lepiej przemilczeć jednorazowy „skok w bok”. Cóż, jest to jednak kwestia mocno indywidualna – i chyba ciężko wiedzieć, jak zachowamy się w danej sytuacji i co byłoby lepsze – dopóki nas to nie spotka. Oby jednak nie spotkało. 🙂

 

  • Rozdział „Pokolenie JA” zdecydowanie ukazuje moim zdaniem kolejną ważną kwestię. „Żadne pokolenie poza dzisiejszym nie było tak obsesyjnie wychowywane w świadomości, że jest kimś wyjątkowym. I dlatego w żadnym pokoleniu nie było tak silnie obecnego pragnienia samorealizacji.(…) Naszym wilekim projektem jest WŁASNE JA, praca to tylko szczegół. Jesteśmy zajęci sobą. Stajemy się nasza własną marką. Pracujemy nad karierą, sylwetką i znalezeniem wymarzonego partnera, jakby nasze życie było projektem katalogowym, któremu musimy sprostać. Wiemy, że przecież wszystko może być o wiele lepsze. Póki nie będzie idealne. Ale problem z ideałami polega na tym, że nigdy nie da się ich osiągnąć.” Jak to się ma do realizacji, do związków? Ano tak, że nie chcemy czuć się ograniczeni partnerem, nie chcemy się r o z p r a s z a ć. A skoro nasze E G O jest ogromne, przysłania nam partnera. Tylko wiesz…„Kto ogranicza się wyłącznie do siebie, ten nic innego nie zobaczy.” 🙂

  • Facebook i uzależnienie od like’ów. Duży problem, który przenika nasze głowy, wpływa na nasze ego i poczucie własnej wartości. Cholera, jakie to straszne. Czy jesteśmy w stanie to jeszcze zatrzymać? Co daje aktualnie uznanie społeczne i satysfakcję? Co może wręcz być atakiem na ego? LAJKI lub ich brak. Facebook czy Instagram to ponadto „najbardziej konsekwentne narzędzie autokreacji.” Często o tym zapominamy, patrząc na innych poprzez filtry social mediów – zazdrościmy im i umniejszamy jednocześnie sobie i swojemu życiu. A przede wszystkim powinniśmy pamiętać o starym, mądrym przysłowiu „wszędzie dobrze gdzie nas nie ma” – i poniekąd pasuje ono również i do tego kontekstu. „W mediach społecznościowych nie pokazujemy się takimi, jakimi jesteśmy – pokazujemy, jak CHCIELIBYŚMY być postrzegani. Prezentujemy się. Aranzujemy. Z tego powodu z mediach społecznościowych jesteśmy otoczeni przez iluzję, przestylizowaną rzeczywistość. Ale w którymś momencie dochodzi do zderzenia iluzji i rzeczywistości. To może przynieść bardzo gwałtowne otrzeźiwenie.”

A wiesz, jak nazywa ten rozmyty brzeg wokół ekranu naszego smartfona? To życie!    Przy okazji ważną kwestią jest też uświadomienie sobie, że to, że śledzę w mediach społecznościowych życie przyjaciół, daje im lajki, komentarze – to wciąż czas który spędzam SAMEMU. Nie ma wspomnień z wspólnie spędzonych chwil. Jest wspomnienie: Ja + smartfon. A może lepiej się spotkać i stworzyć nowe wspólne wspomnienia?

  • „Odmóżdżacze” – paradokumenty i programy typu „Rolnik szuka żony”,”Żony Hollywood” i tym podobne. Autor uważa, że programy te mówią o nas samych więcej, niż byśmy chcieli. Mimo, że niby nikt nie ogląda – to jednak skoro coraz więcej ich się pojawia w TV – to ktoś to do cholery jednak ogląda! 😉 A dlaczego sprawiają ludziom przyjemność? Gdyż „umożliwiają nam radość z cudzego nieszczęścia i sycą potrzebę obśmiewania cudzego obciachu”. Czyż nie? Ja co prawda TV nie mam, ale widzę co się dzieje w internecie. Najchętniej udostępniane treści to takie, gdzie można właśnie kogoś wyśmiać czy skrytykować.

 

  • Autor porusza też tematykę szeroko pojętego „szczęścia”.Faktycznie tak jest, że wszyscy z góry wiedzą, co MY powinniśmy robić, aby być szczęśliwymi. Reklamy w TV, czasopisma, rodzina – mamy listę którą realizujemy, bo tak przecież trzeba, tak robi każdy. I jak te owieczki, często bezrefleksyjnie, powielamy te schematy – nie próbując często nawet zatrzymać się i zadać SOBIE pytanie – „hej, a czym dla mnie jest szczęście?” Czy na pewno kupno mieszkania na kredyt, duży telewizor i najnowszy iPhone? Nie myśl tyle, tylko pracuj. Nie ma czasu, aby się zatrzymać. Trzeba zarabiać, by sfinansować rzeczy, które dadzą Ci szczęście. A przynajmniej wszyscy ONI wiedzą, że to Ci da szczęście. Czy mogą się mylić?

 

  • Nadinterpretacja w relacjach międzyludzkich – to takie naturalne dla nas – czasem mam takie wrażenie – że lubimy sobie coś dopowiedzieć, nadinterpretować – i to zawsze w tą bardziej NEGATYWNĄ stronę. A jak dużo nad czymś się zastanawiamy, to ostatecznie przyjmujemy to jako prawdę absolutną. Mój ulubiony cytat, który każdy powinien sobie przerobić w głowie: „Nie wiemy, co inni ludzie myślą ani czują, interpretujemy ich zachowanie, a potem czujemy się obrażeni z powodu własnych myśli.”  Od jakiegoś czasu staram się kierować podejściem, aby lepiej zapytać za dużo, niż nie zapytać wcalewyjaśnić za dużo, niż zamieść pod dywan i dopowiedzieć sobie. Zazwyczaj okazuje się, że dwie osoby daną sytuację postrzegają w zupełnie inny sposób. Nie każdy jest gotów na takie rozmowy, ale życzę nam, aby coraz więcej ludzi potrafiło ze sobą ROZMAWIAĆ w ten sposób. Oczywiście również życzę rozmówców, którzy potrafią SŁUCHAĆ, a nie tylko słyszeć.

  • Dość mocna hipoteza pada w jednej z rozmów kończących książkę. „Nam jest po prostu za dobrze. Nie mamy realnych problemów. Nasze problemy powstają, kiedy człowiek przywyknie do pewnego standardu życiowego. Mamy po prostu luksusowe problemy. My chyba potrzebujemy wojny. Tak poważnie – musimy się w końcu obudzić. Tak mocno tkwimy przecież w tych strukturach, tak bardzo jesteśmy zdegenerowani, nasze wartości są tak strasznie wypaczone. Potrzebujemy jakiegoś wstrząsu, by się z tego wyzwolić.”

Oczywiście to dość brutalna sugestia, z tą wojną. Wystarczy zatrzymać się i zajrzeć w głąb siebie. Posłuchać swoich prawdziwych potrzeb, a nie tych kreowanych przez społeczeństwo. Odnaleźć swoje prawdziwe wartości. Otworzyć się na drugiego człowieka. I przede wszystkim poddać refleksji wszystko to, co dzieje się dookoła nas. Przebudzić się, jak to mówi De Melo w swojej książce „Przebudzenie”. Ostatni rozdział, „Diagnoza” – czyli podsumowanie – wskazuje na problem z systemem, który uniezależnił się od człowieka. Od tego, że dążymy do tej nieszczęsnej perfekcji, której z oczywistych względów nigdy nie osiągniemy, ale o to chodzi właśnie, tak ma być. Mamy pielęgnować w sobie poczucie, że wciąż musimy się samodoskonalić, mieć więcej. „System wychowuje nas ku niezadowoleniu. Nie potrzebuje ludzi zadowolonych, a już na pewno szczęśliwych. Potrzebuje ludzi, którzy wiedzą, że czegoś im brakuje, że ZAWSZE istnieje COŚ, co mogłoby poprawić ich życie. Potrzebuje ludzi, którzy wiedzą, że czegoś im brakuje, którzy chcą ją jakoś zapełnić.”   I dzięki temu konsumujemy. Wciąż coś kupujemy, poprawiamy, ulepszamy. Pomaga to na chwilę zapełnić pustkę. Daje przemijającą satysfakcję, której pragniemy więcej i więcej. To krótkotrwałe uczucie uzależnia. „Nasze niezadowolenie jest fundamentem, na którym opiera się nasz system, nakierowany na nieskończony wzrost.” Próbujemy dopasować się do społeczeństwa, a więc często jest to jednoznaczne z alienacją od samego siebie. Książka jest napisana w posobnym chaosie, jak powyższy zbiór myśli. Jednakże ten chaos może być impulsem to zastanowienia się nad życiem. Być może dla niektórych to są oczywiste kwestie. Inni zaś być może nie są jeszcze gotowi, aby poddać się takim refleksjom. Ale wierzę, że znajdą się i osoby, dla których te informacje będą aktualnie potrzebne i dadzą początek bardziej ś w i a d o m e g o podejścia do życia. 🙂 Daria