Czym (nie) jest ketoza i dieta ketogenna? Rozmowa z Dawidem Dobropolskim. - Daria Łukowska

Czy ketoza to kolejna moda, a dieta ketogeniczna to kolejna dieta cud? O co w tym chodzi i czy na pewno jedynie o tłusty boczek popijany śmietaną? Na ten właśnie temat postanowiłam porozmawiać z Dawidem Dobropolskim. Jeżeli powyższe nazwy jedynie „obiły Ci się o uszy”, to postaramy się nieco przybliżyć ten temat. Być może nie krótko, ale za to wartościowo. Zapraszamy!

* * *

Daria:  Dawid – napisałeś książkę, chyba pierwszą w Polsce, o ketozie i diecie ketogenicznej. Jednak zarówno na blogu, którego prowadzisz – jak i w książce – można zauważyć brak zero-jedynkowego podejścia i zachęcania za wszelką cenę ludzi to przejścia na czerpanie energii głównie z ketonów. A to ważne, gdyż pop-dietetyka i podejście w stylu „moja prawda jest najmojsza”, a dieta jedna jedyna słuszna (tu wstaw odpowiednio: paleo/ roślinna/ ketogeniczna/ etc.) – jest niestety w branży health&fitness mocno popularna. To chyba wynika z tego, że ludzie potrzebują włożenia swojej diety w ramy, schematy i tworzenia społecznośći z tym związanych – a przede wszystkim pewnie poszukują drogi na skróty w drodze po zdrowie i szczupłą sylwetkę…

Dawid Dobropolski: Miło mi, że tak postrzegasz moje podejście do spraw, które publicznie podejmuję. Zwykłem mówić, że ketoza nie potrzebuje znamion religii do tego, by działać i przynosić efekty. Niestety wielokrotnie doświadczyłem „keto-fanatyzmu” w określonych grupach społecznych, również w social mediach, co było zresztą jednym z powodów odejścia od szeroko pojętego „mainstream’u” rynku zdrowotnego. To przykre, że najczęstszym powodem fanatyzmu jest ignorancja, a fanatycy nie są świadomi, że ich działania wcale nie pomagają rozwijać daną ideę lub jak w tym przypadku, niezwykle obszerne zagadnienie, jakim jest ketoza.

W tym przypadku, objawem ignorancji jest założenie, że ketoza i dieta ketogeniczna są wyrażeniami o dokładnie takim samym znaczeniu, którymi można żonglować i używać na przemian. Jest w tym pewna ironia: fanatycy diety ketogenicznej nie do końca zdają sobie sprawę, że o ile są fanatykami diety – to niekoniecznie dotyczy to ketozy.

Jeszcze większą ironią jest, jak słusznie zauważyłaś, szukanie drogi na skróty i, o ile nie musi być to samo w sobie zgubne, to kiedy tą drogą na skróty ma być dieta i założenie, że w zdrowiu i szczupłej sylwetce chodzi tylko o dietę – faktycznie, jest to skrót do porażki.

Myślę, że konflikty o podłożu żywieniowym między poszczególnymi ludźmi oraz grupami są nie tylko niepotrzebne. Jest to po prostu szkodliwe, ponieważ podtrzymuje iluzję, że kłótnia o dietę jest kłótnią o najważniejszą i ostateczną determinantę szeroko pojętego zdrowia. Jest to dalekie od choćby połowy prawdy.

Daria: Dlaczego zainteresowałeś się właśnie ketozą, a więc i dietą ketogenną?

Dawid Dobropolski: To dosyć krótka i prosta historia. Kiedy zrozumiałem, że to, co odróżnia życie od materii martwej to energia, a w przypadku komórki, domeną energii są mitochondria – zaczęła się u mnie fascynująca podróż w świat nauki o tych małych ba(k)teriach. Oczywiście na początku również wyszedłem z założenia, że dla mitochondriów najważniejszym czynnikiem jest dieta i o ile dziś oczywiście tak nie uważam, o tyle dzięki temu właśnie założeniu, doszedłem do zagadnienia ciał ketonowych.

Na całe szczęście, mój keto-fanatyzm i twierdzenie, że ketoza to czynnik kluczowo-sprawczy szybko minęło, a ketoza, zamiast prawdy ostatecznej, stała się czymś, co do dzisiaj ciężko mi w pełni zdefiniować względem mitochondriów, ale czemu z całą pewnością zawdzięczam to, że dziś, ze swoim zdrowiem i jakością życia, jestem tu, gdzie jestem i nie chciałbym być nigdzie indziej.

Daria: Ketoza – mylona jest często ze stanem kwasicy ketonowej – która notabene jest niebezpieczna dla zdrowia. Czy ketoza również może być dla nas ryzykowna?

Dawid Dobropolski: To my determinujemy to ryzyko. Robimy to cały czas, poprzez sposób interpretowania ketozy. Kwasica ketonowa jest w tym względzie dosyć prostym i jedno-torowym zjawiskiem, w przeciwieństwie do stanu ketozy. Wydaje mi się, że ketoza wywołuje u ludzi wrażenie, jakby ich całe dotychczasowe żywienie musiało (z naciskiem na słowo „musiało”) odwrócić się o 180 stopni i być przeprowadzane w sposób ciężki do zrozumienia – to sugeruje jej skrajność, a nie musi tak być. W aktualnym stanie wiedzy naukowej, można śmiało postulować, że czerpanie korzyści związanych z ketozą może być możliwe nawet po bardzo niewielkich modyfikacjach naszego dotychczasowego stylu życia, gdyż, jak już wspomniałem, dieta ketogeniczna i ketoza to nie to samo.

Ketoza jest ryzykowna, kiedy przyjmujemy myślenie szablonowe, w którym skupiamy się tylko na tym, by „było tłusto i mało węgli”, ignorując wszystkie pozostałe, dużo ważniejsze czynniki środowiskowe. Ketoza jest ryzykowna dla kogoś, kto gra na komputerze o drugiej w nocy, popijając śmietanę 36%, zamiast jeść czipsy, bo przecież „węgle to zło, a tłuszcze są dobre”. Takie podejście jest bardzo, bardzo szybko weryfikowane przez mitochondria i zwykle, po pewnym czasie, kończy się przejściem w kolejną pułapkę, pod tytułem „jednak ketoza nie działa, wracam do węgli, tłuszcze są złe” – tym razem jedząc czipsy przed komputerem.

Daria: Podstawą do osiągnięcia stanu ketozy jest dieta ketogeniczna? Wszyscy kojarzymy ją, jeśli już, z dietą tłuszczową – czyli tłustą jajecznicą na boczku, smażoną na smalcu, popijaną kawą z olejem kokosowym i śmietaną. Czy o to chodzi? 😉

Dawid Dobropolski: Ano nie o to. Powinniśmy zdawać sobie sprawę z tego, że nauka o ketozie, szczególnie na poziomie molekularnym, jest wciąż młodą, szybko ewoluującą dziedziną. Ponadto, w świecie zachodnim, ketoza wywodzi się z bardzo specyficznego kontekstu klinicznego, dlatego przekształcenie jej postaci, szczególnie w zakresie diety, do formy użytecznej w nie-klinicznym kontekście jest koniecznością. O ile w kontrolowaniu epilepsji priorytetem jest właśnie kontrola epilepsji, o tyle w przypadku stosowania stanów ketotycznych u osób zdrowych, powinny interesować nas zupełnie inne priorytety, dzięki czemu nie musimy stosować „przymusu” zalewania wszystkiego przysłowiowym smalcem, przestrzegając bardzo rygorystycznych proporcji węglowodanów do białka oraz białka do tłuszczu.

Podstawą do osiągnięcia ketozy nie jest dieta ketogeniczna, a zrozumienie mitochondriów i relacji mitochondriów z dietą (na przykład ketogeniczną). Zdaję sobie sprawę, że to z pozoru może brzmieć jak komplikowanie prostego założenia w postaci „wejdź na dietę ketogeniczną, by wywołać stan ketozy”, niemniej jednak, do czerpania prawdziwych korzyści wynikających z ketozy, a już tym bardziej, do korzystania z ketozy na przestrzeni lat – uważam, że nie ma innej drogi, niż mitochondria, choć oczywiście nie trzeba się z tym zgadzać.

Obrazy, które wymieniłaś, faktycznie w naszym społeczeństwie mogą być sztandarowymi skojarzeniami z ketozą – i często również są obrazami niepowodzeń, czy to w kontekstach zdrowia, czy to w kontekście sylwetki. To prawdopodobnie najczęściej popełniany błąd: nie stosowanie adekwatnego modelu diety ketogenicznej do założonych celów.

Przykład: chcemy wykorzystać ketozę do redukcji tkanki tłuszczowej, ale przyjmujemy błędnie, że im wyższy poziom ciał ketonowych we krwi, tym głębsza ketoza, a więc tym lepsze palenie tłuszczu tkankowego. Co więc robimy? Podnosimy podaż tłuszczu do horrendalnych ilości. Czy rosną ciała ketonowe? Pewnie. Czy palimy tłuszcz? Oczywiście. Tyle, że spożywczy – nie tkankowy.

Jeśli zatem celem wchodzenia w ketozę ma być redukcja tkanki tłuszczowej, to właśnie redukcja tkanki tłuszczowej i sukcesywne cięcie podaży tłuszczu w diecie powinno stanowić narzędzie i sposób weryfikowania skuteczności diety. W tym przykładzie błąd polega na stosowaniu modelu klinicznego do realizacji celów sylwetkowych.

W ketozie więc nie chodzi o boczek, smalec, czy olej kokosowy „w imię zasad”. Chodzi o rezultaty.

Daria: Ludzie obawiają się tłuszczu. Często nie jest to bezpodstawne, gdyż – moim zdaniem – jeżeli ktoś nie zamierza zrezygnować z codziennej większej porcji węglowodanów – myślę tu o tradycyjnym modelu – kilka kromek chleba, porcja kaszy/makaronu, jakaś słodka przekąska, owoc – wtedy nie będzie tu pożądana duża porcja tłuszczu. Przy takiej diecie te 20-30% to już maksimum moim zdaniem. Jak się ma zatem dla zdrowia komponowanie diety z 80% +/- tłuszczów?

Dawid Dobropolski: Przede wszystkim chcę podkreślić jedno: ketozę można osiągnąć i przy 80% podaży tłuszczu i przy 50% podaży tłuszczu. Dieta ketogeniczna nie musi być wysokotłuszczowa – musi być ketogeniczna, a czynnikiem, który stymuluje ketogenezę może być samodzielna restrykcja węglowodanów, bez jednoczesnego zawyżania podaży kalorycznej z tłuszczów. Co więcej, sam stopień i natura restrykcji węglowodanów również nie jest uniwersalna. Są sytuacje, gdzie podniesienie podaży tłuszczu jest sensowną strategią, ale równie dobrze istnieją przypadki, gdzie powinniśmy postępować dokładnie odwrotnie (i tak, w dalszym ciągu mowa o ketozie).

Daria: Jakie to powinny być źródła tłuszczów? Co z resztą makroskładników?

Dawid Dobropolski: Nie bez powodu zacząłem kłaść bardzo mocny nacisk na obecność owoców morza oraz podrobów w przestrzeni publicznej wśród środowisk keto, obserwując tendencję do upraszczania diety do mięsa szkieletowego. To, „żeby było tłusto”, często przysłania jakość tego tłuszczu, a co gorsze – tworzy iluzję, że póki jemy bardzo tłusto i mamy podniesione ciała ketonowe, jesteśmy zwolnieni z weryfikowania tego, czy dostarczane są mikroskładniki oraz, w mojej opinii, krytycznie ważny kwas tłuszczowy, jakim jest DHA. Ignorowanie czynników środowiskowych na rzecz jedzenia tłuszczu i unikania węgli to jeszcze inny temat, ale nie ma sensu się nad nim teraz rozwodzić, ponieważ z punktu mitochondriów, takie podejście do ketozy to kompletny absurd.

Nie jest więc tak, że talerz „ketogenika” to pływająca w smalcu mozaika mięs szkieletowych. Ta forma diety ketogenicznej, którą staram się promować, czasami do przesady przypomina dietę śródziemnomorską – tyle, że ułożoną w sposób, który nie blokuje organizmowi możliwości czerpania korzyści związanych z ketonami. Boczek i bekon to etykiety ‚keto’, których o ile nie potępiam jako ewentualnego dodatku u kogoś, kto postanowił wprowadzić te produkty do swojego menu, o tyle uważam, że powinny być zdjęte z piedestału. Zatem to nie tak, że w środowisku keto „od teraz boczek i bekon jest zły”. Chodzi o organiczny rozwój horyzontów, o wartość dodaną do dotychczasowego stanu wiedzy.

Daria: Burzysz całą koncepcję dietetyki i piramidy żywienia. Tłuszcze nasycone… A co z owocami, pełnoziarnistymi produktami, strączkami? Czyż naturalny błonnik nie jest niezbędny jako pożywka dla naszych bakterii jelitowych, a tym samym dla utrzymania prawidłowej mikroflory jelit?

Dawid DobropolskiTo nie tak, że tłuszcze nasycone powinny być jedynym źródłem tłuszczów w diecie ketogenicznej – absolutnie nie. Wątpię, by dostarczanie samych kwasów nasyconych było w ogóle możliwe w praktyce i w dłuższym wymiarze czasu, o czym zresztą napisałem już w pierwszym wydaniu swojej książki. Odnośnie błonnika – wiele osób doświadcza tej wątpliwości i jest ona wynikiem owego najczęstszego błędu, z jakim spotykam się w keto-społeczności. Oprócz nieadekwatności modelu diety ketogenicznej, wielu z nas ma w zwyczaju postrzegać ketozę przez pryzmat albo-albo, a kolejne koncepcje, nawet wokół tematów związanych z ketozą, nie stanowią wartości dodanej, a wartość odjętą. Mam na myśli to, że zamiast poszerzać swój horyzont w stosowaniu ketozy, wielu ludzi opuszcza całkowicie dany model lub pewne założenia, przechodząc w inne, zamiast wzbogacać aktualne środowisko o kolejne aspekty.

W praktyce więc, wielu ludzi używa argumentu o braku błonnika, twierdząc, że restrykcja węglowodanów oznacza całkowity brak węglowodanów albo brak podaży błonnika, co jest bardzo dalekie od faktycznego stanu rzeczy. Ograniczenie podaży węgli do poziomu uruchamiającego ketogenezę (co nazywam po prostu indywidualną optymalizacją podaży węglowodanów) nie oznacza braku podaży tego makroskładnika.

W dalszym ciągu możemy dostarczać pokaźne ilości roślin, tyle tylko, że czyniąc to w sposób pro-ketogeniczny. O ile więc owoce, produkty pełnoziarniste oraz strączki, mają w sobie „relatywnie sporo” węglowodanów, to jeżeli chcemy koniecznie je zachować, a jednocześnie czerpać korzyści z ketonów – niezupełnie musimy rezygnować z tych produktów. Zadaniem będzie ustalenie poziomu podaży tych produktów, który nie będzie w zupełności blokował środowiska ketotycznego w organizmie. Ponadto, oprócz podaży węglowodanów jako takiej, istnieje jeszcze multum czynników poza-dietetycznych, które wpływają na końcowy wynik. Wystarczy wymienić aktywność fizyczną, czy chociażby wpływ zimna na organizm.

Daria: A co z węglowodanami – w tradycyjnej dietetyce jednak to one są paliwem dla organizmu – dla mózgu, dla mięśni…

Dawid Dobropolski: To przeświadczenie rzeczywiście panowało w powszechnej nauce przez dosyć długi czas, niemniej jednak, od niemal 100 lat wiemy, iż nie jest to prawdą, a przynajmniej nie do końca. Ciała ketonowe są w stanie zastąpić glukozę w tkance mózgowej w około 75 – 80 %. Jednak nie to jest najważniejsze. Oto kilka punktów, które zwykle przytaczam poruszając ten wątek:

  • Keto-adaptacja jest kluczowym procesem w osiąganiu ketozy odżywczej, m.in. właśnie z tego powodu, by umożliwić organizmowi zwiększenie oszczędności utylizacji glukozy dla komórek, które są w stanie korzystać wyłącznie z niej, by jednocześnie pozostałe komórki zaczęły adaptować swój metabolizm do alternatywnego źródła energii: do ketonów i/albo kwasów tłuszczowych.
  • Glukozę jesteśmy w stanie wytwarzać samodzielnie i zachodzi to nieprzerwanie w ciągu doby, choć o różnym stopniu natężenia i w zależności od wielu czynników.
  • Nikt nie mówi, by na diecie ketogenicznej całkowicie odstawiać węglowodany (ponieważ to również, podejrzewam, byłoby po prostu niewykonalne). Tak jak wspomniałem wcześniej – nie chodzi o wykluczenie węglowodanów w diecie, a o taką ich podaż, która umożliwi czerpanie korzyści wynikających i z glukozy i z ketonów.

Daria: Rozumiem. Ale wątpię, że jest to dieta możliwa do zastosowania dla osób na diecie typowo roślinnej, wegańskiej.

Dawid Dobropolski: No cóż, istnieje wiele przypadków, które pokazują, że faktycznie, o ile wegetarianizm można połączyć z ketozą w miarę dobrze, o tyle połączenie „wege-keto” jest już nieco enigmatyczną wizją. Ja jednak nie jestem co do tego w 100% pewien. Wynika to z tego, że ketoza nie jest tożsama z dietą ketogeniczną (gdyby te dwa pojęcia były identyczne, wtedy miałbym pewność). A ponieważ nie jest, uważam, że nie powinniśmy wyprowadzać postulatu z absolutną pewnością, że wywołanie stanu ketozy bez klasycznej diety ketogenicznej jest niemożliwe.

Stan ketozy można indukować przez odpowiednio mocną restrykcję kaloryczną oraz na kilka innych sposobów. Jest więc teoretycznie możliwe stosowanie diety wegańskiej z jednoczesnym wykorzystaniem czynników poza-dietetycznych o potencjalne ketogenicznym, by umożliwić organizmowi czerpanie korzyści z ketonów. To, nawiasem mówiąc, znowu pokazuje jak ważne jest wyjście poza złudzenie, że dieta jest wszystkim co istotne. Po pierwsze – środowisko.

Daria: Wiele krótkoterminowych badań na temat diet wysokotłuszczowych, między innymi na sportowcach, wypada negatywnie w stosunku do diet wysokowęglowodanowych. Jak się do tego odniesiesz?

Dawid Dobropolski: Odniosę się dwutorowo. Po pierwsze, krótkoterminowe badania tego typu są generalnie z góry niewiarygodne, ponieważ badanym nie dajemy możliwości pełnej adaptacji do zupełnie nowego stanu. W okresie adaptacji, wydajność treningów zdecydowanie może ulec znacznemu pogorszeniu, ale po kilku miesiącach (jedno z badań Volek’a obejmuje nawet kilkanaście miesięcy) sprawa ma się już zupełnie inaczejszczególnie w zakresie poziomów oraz tempa resyntezy glikogenu, a także możliwości utylizacyjnych tłuszczów w trakcie wysiłku.

Po drugie, myślę, że kwestia optymalizacji (czyli zarazem indywidualizacji) odgrywa tutaj równie krytyczną rolę. Cały czas lubię podkreślać, że ketoza optymalizuje glukozę i ketony, a nie wyklucza, bądź potępia którykolwiek z substratów energetycznych. Może być więc tak, że w danym przypadku wskazane będzie targetowanie odpowiedniej dawki węglowodanów przed treningiem (zwykle polecam korzystać z węglowodanów prostych w ilościach rzędu 5 – 20 g) i absolutnie nie musi to przeszkadzać ketozie.

W KetON staramy się rozwijać filozofię: stosuję ketozę NIE dlatego, że węgle są „złe” – stosuję ketozę bo ketony są „dobre”uczymy się czerpać potencjał z węglowodanów, a nie je potępiać, czy demonizować. Optymalizacja. Do znudzenia. 🙂

Oczywiście przy okazji chciałbym umieścić standardowy disclaimer, iż nie uważam, że każdy powinien być w ketozie, czy na diecie ketogenicznej za wszelką cenę – tego typu postulaty byłyby niedorzeczne.

Daria: Rozumiem, że w osiągnięciu stanu ketozy ważne są również inne czynniki?

Dawid Dobropolski:  Zgadza się. To właśnie chcę podkreślać w tym wywiadzie, kiedy piszę, że chodzi o optymalizację i że ketoza oraz dieta ketogeniczna nie są wymiennymi określeniami. Dieta ketogeniczna jest tylko pewnym elementem ketozy, tak jak ketoza jest tylko pewnym elementem zdrowia mitochondriów.

Daria: Napisałeś książkę również o wpływie zimna na organizm. Wielu ludzi podchodzi sceptycznie do tego, jakoby zimno – jak chociażby morsowanie – miałoby mieć potencjalnie tak pozytywny wpływ na zdrowie, o jakim piszesz. Czy aby nie przeceniasz roli zimna? Jak to, tak po prostu – zimno – miałoby dawać takie korzyści, między innymi w kontekście insulinooporności?

Dawid Dobropolski: Staram się opisywać rzeczy poparte naukowo, ale rzeczy, które sam, przez wiele lat doświadczalnie weryfikuję; zresztą nie tylko na sobie. Nie mnie zatem oceniać, czy przeceniam rolę zimna – wiem jednak, że zimno było czynnikiem towarzyszącym naszemu gatunkowi od początku; że eliminacja tego czynnika sztucznymi rozwiązaniami może nie być tak do końca pozbawiona konsekwencji biologicznych; i że poznano naprawdę dobrze kilka mechanizmów na poziomie komórkowym oraz systemowym, które dokładnie opisują wpływ zimna, chociażby na wspomnianą insulinooporność.

Daria: Zachęcam zatem zainteresowanych do zagłębienia tematu w książce „Zimna Siła” – a w wielkim skrócie, pod wpływem euforii po morsowaniu – nagrałam na ten temat film, który obejrzysz TU. Dawid – powiedz w takim razie – dlaczego w ogóle można pożądać stanu ketozy?

Dawid Dobropolski:

Dlatego, że możemy optymalizować korzystanie energii i z glukozy i z ketonów, a nie tylko z glukozy.

Dlatego, że ketony to nie tylko substrat energetyczny, ale bardzo silny czynnik epigenetyczny.

Dlatego, że ketoza zmusza nas do spojrzenia na mitochondria i na ich ścisły związek z rytmem Natury.

Dla mnie ketoza jest pewnego rodzaju przygodą i powtórnym przypominaniem sobie ścisłego związku z Naturą w sposób BARDZO wykraczający poza dietę. Wiem natomiast, że nie wszystkim takie podejście pasuje (ba, jestem w pełni świadom, że w środowisku ‚keto’ wiele osób zdecydowanie nie zgodzi się z postulatami, które przedstawiam), dlatego zamiast odpowiedzi na Twoje pytanie, pozwolę sobie stwierdzić, że na ketozie NIE skorzysta ktoś, kto pragnie uproszczenia całej układanki do tylko jednego puzzla (czymkolwiek by on był).

Wciąż nie wiem o ketozie wszystkiego; prawdopodobnie nigdy nie będę wiedział. Myślę, że wciąż wiem jeszcze zdecydowanie za mało i że jest wiele ważnych rzeczy do odkrycia i do dalszej optymalizacji. I właśnie dlatego jest to dla mnie tak fascynujące. Dla kogoś innego zaś, taki stan rzeczy mógłby być istną udręką, ale myślę, że istnieje pewne piękno w tej różnorodności.

Daria: Piękno w różnorodności… z pewnością coś w tym jest! Dawid, już podsumowując – czy uważasz że jest jakaś grupa docelowa, która szczególnie mogłaby zyskać na przejście w stan ketozy – jednostki chorobowe, może konkretna dyscyplina sportu? Wiemy, że ketoza zyskała na popularności w kontekście epilepsji (co zostało świetnie pokazane w filmie “First do no harm”, bardzo polecam!) – I że tutaj odpowiednio prowadzona ketoza może być często skuteczniejsza od farmakologii.

Dawid DobropolskiOdchodząc już od mojej mitochondrialnej mantry, aktualnie oczy naukowców kierują wpływ ketozy głównie na choroby układu nerwowego oraz kontekst onkologiczny. W tym pierwszym, ketoza, lub jej wybrane mechanizmy, zapewniają odpowiednio wysoki status energetyczny komórkom, nawet jeśli występuje głębokie uszkodzenie utylizacji glukozy, a do pewnego stopnia, wpływając również na procesy odbudowy (oraz przebudowy) komórki. W tym drugim, za pożądany scenariusz przyjmuje się ten, w którym środowisko ketotyczne pomaga zdrowym komórkom przetrwać okres terapii – jednocześnie utrudniając to zadanie komórkom nowotworowym. Ponadto, powstaje coraz większy zbiór dowodów wskazujących na przeciwlękowy oraz przeciwdepresyjny wpływ określonych cech związanych ze stanem ketozy. Trzeba jednak jasno podkreślić, że każdy przypadek jest indywidualny – indywidualny pod kątem choroby oraz indywidualny pod kątem odpowiedzi na środowisko ketotyczne, dlatego nierozsądnym byłoby zapewnianie wszystkich, iż istnieje pewien uniwersalny model ketozy klinicznej, który po zaaplikowaniu każdemu z daną chorobą, przyniesie pożądany efekt. Swoją droga, obserwuję od pewnego czasu dosyć przykre zjawisko, w którym „autorytety” z branży zdrowotno-naukowej najpierw tworzą określony problem (na przykład: „środowisko keto uważa, że ketoza to cudowny lek na wszystko”), a następnie pokonują ten problem, by cokolwiek swój autorytet wzmocnić. Otóż jest to nie tylko przykre, ale i niedorzeczne, ponieważ nikt poważny nie uważa ketozy za cudowny lek na „wszystko” (ani nawet na „cokolwiek”), stąd też działania tego typu są w mojej ocenie niczym więcej li tylko populizmem, na który chciałbym uczulić.

W przypadku dyscyplin sportowych, kluczem jest optymalizacja. Myślę, że ketoza może sprawdzić się genialnie w sportach długodystansowych, i to na szczeblu światowym. Więcej tajemnic do odkrycia dotyczy relacji ketozy ze sportami walki, sportami siłowymi oraz sylwetkowymi, dlatego patrząc realnie na aktualny stan rzeczy, uważam, że na chwilę obecną nie dysponujemy w pełni opracowanym modelem ketozy, który z powodzeniem mógłby być długotrwale stosowany przez mistrzów świata w tych dziedzinach. Życzę jednak i sobie i wszystkim, by wkrótce uległo to zmianie, ponieważ myślę, że jest to „coś do odkrycia”. Jeśli jednak mowa nie o sporcie zawodowym, a amatorskim, czy rekreacyjnym – nie ma dziedziny, w której ketozę bym odradzał, natomiast na pewno mocno sugerowałbym jej jak najszybszą optymalizację względem danej dyscypliny oraz indywidualnych warunków.

Daria: Dziękuję bardzo za rozmowę!

Dawid Dobropolski: Ja również bardzo dziękuję za wywiad i możliwość przedstawienia swojego stanowiska względem tematu rozmowy.

* * *

Strona, na której znajdziesz bloga Dawida Dobropolskiego oraz gdzie możesz kupić jego książki na temat ketozy oraz siły zimna: https://www.dobropolski.com  🙂