Mój post dr Dąbrowskiej - podejście drugie - podsumowanie i wnioski - Daria Łukowska

Mój drugi post dr Dąbrowskiej zakończyłam na kilka dni przed świętami Wielkanocnymi – w 38 dniu postu – z zaplanowanych 42. Od kilku dni organizm sygnalizował mi, że już starczy – zaczęłam odczuwać większy głód, zachcianki na produkty z poza diety oraz silniejsze osłabienie.

To był mój drugi post, poprzedni zakończyłam w maju roku ubiegłego, podsumowanie z poprzedniego postu przeczytasz tutaj , a relację dzień po dniu tu.

Tym razem przed rozpoczęciem zrobiłam testy na alergie pokarmowe IgG zależne oraz skład mikroflory jelit, o których na razie pisałam tutaj, ale jeszcze o nich usłyszycie więcej na mojej stronie.

Na wstępie chciałam zaznaczyć, że post dr Dąbrowskiej nie jest wskazana dla wszystkich, o czym pisałam już tu, ale również tutaj oraz tutaj.

Nagrałam też krótki film w pierwszych dniach postu – FILM.

A więc do rzeczy. W związku z testami na nietolerancje pokarmowe – z okrojonej i tak już mocno listy produktów dozwolonych na diecie dr Dąbrowskiej – wykluczyłam dodatkowo jabłka (jabłka pieczone z cynamonem – jeden z lepszych deserów na poście!), a poza tym odrzuciłam imbir, szpinak, brukselkę czy pora. Wszystko w związku w testami.

Spaghetti z cukinii z sosem pomidorowym 🙂 

Moje menu nie było specjalnie urozmaicone – jadłam raczej proste posiłki. Często na forach dot. diety dr Dąbrowskiej spotkać można „wymyślne” dania, jak pizza z kalafiora czy lazania z warzyw. Niektórym pomaga to lepiej znosić post. Ja nie miałam za bardzo cczasu, aby bawić się w kuchni, stąd moje dania to głownie jednogarnkowe mieszanki warzywne (duszona kapusta z warzywami lub dynia duszona z warzywami w koncentracie pomidorowym itp.), do tego sporo warzyw na surowo (do pochrupania pokrojone w słupki) jak marchew, papryka, cykoria.

Ponadto jadłam dużo kiszonek – kapustki czy ogórków. Czasem piłam sok z kiszonek, ale niestety nie codziennie. Codziennie za to piłam soki warzywne – jak miałam więcej czasu, to wyciskałam w domu: głównie z buraka, marchwi, cytryny i jarmużu lub pietruszki. A jak mniej, to kupne jednodniowe marchewkowe. Jednorazowo również przeszłam na trzydniową dietę sokową z firmą Cleanse me, którzy na moją prośbę zmodyfikowali nieco swoją ofertę pod względem składu soków, aby pasowały pod kątem produktów dozwolonych na poście.

Wyciskanie soków to proces czasochłonny, ale jaki pyszny efekt!

Z ciepłych napojów piłam głównie herbatki ziołowe oraz rooibos, w ostatnich dwóch tygodniach dodałam zieloną herbatę. No i wodę. Ale nie aż tak dużo wody, bo było mi zimno, więc częściej sięgałam po rozgrzewające herbatki. Mimo wszystko uczucie zimna było mniej dotkliwe, niż w ubiegłym roku. Ale było, w końcu był to marzec. Aha, z kupnych rzeczy chrupałam czasem chipsy warzywne – z buraka, marchwi czy pomidora.

Nie liczyłam kalorii, teoretycznie na poście dr Dąbrowskej powinno być to 600-800 kcal. Nie miałam też ustalonych regularnych godzin posiłków –myślę, że o to akurat warto zadbać. Starałam się natomiast nie jeść zbyt późno, ale nie zawsze się to udawało. Energia – raz lepiej, raz gorzej – sinusoida przez cały czas trwania postu – jednakże była. Miałam siłę normalnie pracować i nie narzekałam na „mgłę mózgową” czy zamulenie. Czystość i świeżość myśli była, zdecydowanie. No i nie było zjazdów energetycznych w ciągu dnia – co często się zdarzało przed postem. Humor – przez większość czasu byłam raczej spokojna, rzadko zdarzały się irytacje,.

Kawa? Były momenty, w których pragnęłam kawy, ale często też mnie od niej odrzucało.

Zachcianek żywieniowych nie miałam przez większość czasu trwania postu, nie miałam problemu wyjść na spotkanie do restauracji i siedzieć z kubkiem herbaty ziołowej lub szklanką soku i dobrze się bawić.

Kiedy miałam bardziej zajęty dzień – działałam na wysokich obrotach i bez uczucia głodu.

Post jest okresem bezkompromisowym jeżeli chodzi o styl życia. Podobnie zresztą jak stan ketozy w ogóle – a w końcu prawidłowy post wprowadza właśnie w stan ketozy. Co to znaczy bezkompromisowy? To znaczy, że dużo boleśniej odczujesz, gdy zarwiesz nockę, gdy pracujesz ponad normę, gdy przebywasz w zamkniętym pomieszczeniu ze sztucznym oświetleniem większość doby, gapiąc się w monitor od komputera. Wszystko powyższe jest dla człowieka niezbyt korzystne, to każdy wie. Ale kiedy jestem na poście, a byłam na nim po raz drugi, odczuwam to dużo silniej. Przebywanie popołudniami w klubie fitness, gdzie napitala głośna pseudo-techno-muzyka, a wszędzie dookoła po oczach uderzają rażące neony – było dla mnie nagle katuszami. Podobnie oglądanie sztucznych pań i panów. Co to oznacza „sztucznych”? To tylko moje subiektywne odczucie, ale każdy kto choć raz był w klubie typu CityFit czy McFit – pewnie wie, o czym mówię. 🙂 Marzyłam o tym, by znaleźć się w domu, pod kocem, z książką i ciszą dookoła. Być może pomyślisz sobie „co ta nawiedzona dziewczyna tu pisze, ja chce czytać o diecie dr Dąbrowskiej!” – ale tak właśnie to wygląda.

Stąd często osoby „poszczące” mówią więcej o kwestiach duchowych. Ja to rozumiem, bo to nie może być przypadek że drugi raz robię post i ponownie mam takie właśnie odczucia od wewnątrz. Sporo przemyśleń, silna potrzeba naturalności, wyłączenia się z rzeczy mało ważnych, głębsze przemyślenia, do których na co dzień nie przywiązuje się tyle wagi.

Relaks w parku Morskie Oko na warszawskim Mokotowie 🙂 

Nie jestem osobą wierzącą, stąd nigdy nie łączyłam postu dr Dąbrowskiej z wiarą, pomimo, że wiele się o tym mówi również w kontekście duchowym. Jednakże bardzo mi się podoba, co dzieje się w mojej głowie podczas postu – chociaż ta silna potrzeba bycia bliżej natury jest ciężka – szczególnie zimą w wielkim mieście 🙂 I tu płynnie chciałam zauważyć kolejną, bardzo ważna rzecz, o której chyba pisałam również w ubiegłym roku. Nie uważam, że post przeprowadziłam w 100% dobrze – gdyż ponownie nie miałam na niego czasu. Co to oznacza? Na poście organizm zwalnia, domaga się więcej relaksu. A ja pracuję ostatnio za dużo. Kilkanaście godzin dziennie, w biegu, od rana do późnego wieczora, w tygodniu -wpadając tylko do domu na noc. To nie jest moment na post. Jeżeli planujesz post – wybierz moment, gdy masz więcej czasu dla siebie – na odpoczynek, na spacery na świeżym powietrzu, na więcej czasu z bliskimi. Inaczej organizm może być przeciążony całą sytuacją i nie przyniesie takich skutków, jakie mógłby. Ostatnie dwa tygodnie czułam się już osłabiona i przemęczona, stąd decyzja że post kończę szybciej. Nie mogłam też doczekać się powrotu siły i energii do porządnych treningów.

Lekkie bieganie w warszawskich Łazienkach 

W trakcie postu zrobiłam jeden trening siłowy – i o jeden za dużo. Kilka dni potem odczuwałam skutku braku prawidłowej regeneracji (nic dziwnego, nie ma kalorii ku temu ani białka, ani innych makroskładników). Raz pobiegałam w ciągu dnia – bieganie wspominam bardzo przyjemnie i problemów z regeneracją większych nie było – był to jednakże bieg 30 minutowy zaledwie. Poza tym codzienne spacery z psiakiem. Tak więc dalej utrzymuje – na poście priorytetem powinny być długie spacery na świeżym powietrzu lub lekki jogging, gdy jest do tego siła (nie każdy ma). Ale niestety niektórzy na siłę zwiększają ilość ciężkich treningów i kontrolują kalorie na poście, obsesyjnie wchodząc na wagę. To są osoby, które postu nie rozumieją – a używają go tylko w kontekście odchudzania się. A to duży błąd. Chcesz schudnąć? Idź do dietetyka po dobrze zbilansowaną dietę. Ale nie na post. Post nie zapewni Ci nauki i trwałej zmiany prawidłowych nawyków żywieniowych (chyba, że dodatkowo o to zadbasz) ani nie poukłada Ci w głowie prawidłowych relacji z jedzeniem. Kusi Cię szybka utrata kg? Jeszcze szybciej spodziewaj się wtedy efektu jojo.

No cóż, nie ma drogi na skróty. Sorry.

Pierwsza popostna jaglanka z mrożonymi borówkami i truskawkami!

Technicznie rzecz biorąc:

Stan skóry nie poprawił się, egzemy nie zniknęłymam jednak nadzieję, że terapia probiotyczna tutaj pomoże – mam już wyniki badania stanu mikroflory jelit, które robiłam jeszcze przez postem w Instytucie Mikroekologii w Poznaniu i zdecydowanie występuje u mnie dysbioza. Mam już wszystkie probiotyki niezbędne do terapii i w najbliższym czasie wprowadzam dietę eliminacyjno – rotacyjną oraz probiotykoterapię – będę o tym oczywiście pisać na bieżąco.

Straciłam 8 kg i 11 cm w talii. Tym razem nie badałam składu ciała, ale w ubiegłym roku taka kontrola pokazała, że ubytek masy ciała to głównie tkanka tłuszczowa, mięśniowa w dużo mniejszym stopniu. No i na pewno na początku sporo wody, a tej trzymałam sporo. Biorąc pod uwagę wyniki testów na nietolerancję – było to całkiem uzasadnione. Zobaczymy jak będzie dalej.

Wychodząc z postu – nie liczyłam kalorii – po prostu zaczęłam jeść produkty roślinne, głównie wegańskie. Czuje się dobrze, mam więcej siły na treningi. Nie czuję jednakże takiego przypływu sił witalnych, jak wiele osób, które ukończyło ten post i które znam osobiście. Powrót do kawy nie wywołał we mnie nadmiernego pobudzenia – co trochę wpędziło mnie w obawy o stan nadnerczy. Ale nie będę wyciągać pochopnych wniosków. Będę obserwować dalej.

Jestem pod wrażeniem poprawy parametrów zdrowia natomiast u kilku osób z grupy, z którą jednocześnie przeprowadzałam post. Postaram się oddzielnie stworzyć wpis z ich odczuciami co do postu, bo jak widać – każdy ma inne odczucia i objawy. I przede wszystkim – post nie jest dla wszystkich, co powtarzam do znudzenia. Post może być dobrym narzędziem, szczególnie przy niektórych problemach ze zdrowiem. Oczywiście, trzeba być bardzo ostrożnym przy decyzji na post oraz podczas przeprowadzania go. Ale nie godzę się też na lekceważące skreślanie postu przez dietetyków uważających to za głupoty. Bo fakt – to nie jest odchudzająca dieta-cud. Ale u niektórych efekty postu – jak znikanie mięśniaków macicy czy guzków na tarczycy – nie pozwalają mi na kompletną ignorancję tej metody. Pomimo, że u mnie post nie działa tak, jak bym chciała. Ale post to nie panaceum na wszystko, zdaje sobie sprawę. Ale przede wszystkim należy zadać sobie pytanie – czy ja stworzyłam odpowiednie warunki, aby post miał możliwość odpowiednio zadziałać? 🙂 Bo ja zdaje sobie sprawę, że prawdopodobnie nie.

Tęcza z wyciskanego przeze mnie soku – burak, marchew, jarmuż

Na tą chwilę moja dieta będzie zbliżona do diety wegetariańskiej, w oparciu o testy nietolerancji pokarmowych i testy mikroflory jelit – a więc dieta eliminacyjno-rotacyjna + probiotykoterapia. Treningowo – więcej biegania, mniej treningu siłowego, ale oczywiście bezwzględnie trening siłowy uzupełniający i stabilizujący, dla biegaczy to podstawa! 🙂 Ale dieta to tylko dodatek. Ważne jest wszystko, co dookoła. Bez zdrowej głowy nie będzie zdrowego ciała!

Gdybym o czymś zapomniała w podsumowaniu – pytaj śmało w komentarzach! 🙂