Moje urodzinowe katharsis - slalom pomiędzy dietami i mój sposób na zdrowie - Daria Łukowska

Dziś są moje urodziny. Dziś mijają 3 lata, odkąd założyłam swojego Facebookowego bloga o nazwie Fitnesska na roślinach. Było to jednoczesne z wprowadzeniem przeze mnie diety w 100% wegańskiej. Dieta była bardzo smaczna, świetnie nadawała siłę do treningów i intensywnego życia. Ja jednak niezmiennie miałam problemy w różnych obszarach zdrowia. Po półtora roku, desperacko poszukując, zaczęłam wątpić w dietę roślinną (jak się okazało, nie do końca słusznie).

Spróbowałam więc protokołu autoimmunologicznego, który wymagał wyłączenie z diety zbóż i strączków, a dodatek mięsa i większej ilości tłuszczów zwierzęcych. Po kilku miesiącach bez większej poprawy, a z coraz większą ochotą na powrót na roślinną ścieżkę – spróbowałam ponownie diety roślinnej – surowej, potem zwykłej, ale przeplatane było to różnymi sytuacjami życiowymi, niezwiązanymi z dietą. Po jakimś czasie zrezygnowana, odpuściłam, jadłam wszystko, nie dbałam o ramy i schematy mojego żywienia, dbałam tylko o jakość produktów (czyli głównie nieprzetworzone produkty, bez nabiału i pszenicy). I wtedy zdarzył się „cud” – wtedy właśnie moja tarczyca wróciła do normy, moje przeciwciała spadły, białe krwinki się podniosły (był niedobór wieczny), a miesiączka znów była regularna. Czy to wina tego, co jadłam? Nie. A na pewno nie w pełni.

Z racji tego, że od dawna jem raczej „czysto”, a i tak ciągle były problemy, modyfikowałam tylko składniki pokarmowe, makro, niektóre suplementy. Ale ciągle kontrolowałam. Ciągle skupiałam się na tym, by szukać zdrowia. By „walczyć” o nie. Dziś pośród wielu pięknych życzeń przeczytałam coś, co idealnie definiuje to co ja robiłam i co robi wielu z Was – „dużo zdrowia, mniej starania się o nie”.

Zawsze jak odpuszczam sztywny plan treningowy, sztywne trzymanie diety a skupiam się na innych wartościach (plus oczywiście przyjemnej dla siebie aktywności fizycznej i smacznej, nieprzetworzonej diecie) czuję się świetnie a zdrowie poprawia się. Próbowałam potem jeszcze diety wysoko-tłuszczowej, ketogenicznej, ale mimo to, że organizm naprawdę nieźle funkcjonuje na takiej diecie, ja już wiem, że smakowo to nie moja bajka. Nie po tym, czego próbowałam na diecie wegańskiej (uwielbiam przysmaki z roślinnej kuchni). Ciężko też jeść mięso z takimi obrazami, jakie ma się w głowie odnośnie hodowli zwierząt. Pół roku temu adoptowałam mojego przyjaciela ze schroniska, Jagera. Chcę być dobra dla niego, chcę być dobra dla innych zwierząt.

(pieseł na zdjęciu ze mną – nie mój 🙂

Nie wiem, co przyniosą kolejne lata – nie chcę aby ktokolwiek wrzucał mnie w jakiekolwiek ramy, ale na tą chwilę, po poście dr Dąbrowskiej (okresowe, świadome posty – warzywne, sokowe czy wodne – mają moim zdaniem ogromną moc), jedyne czego pragnę to powrót do diety opartej głównie o produkty roślinne, bliższej wegetariańskiej (bez nabiału oczywiście, ale być może zostanę z masłem klarowanym).

Jestem dietetykiem. Tfu, jestem człowiekiem, ale na co dzień pracuję jako dietetyk i trenerka personalna i jestem świadoma tego, jak dieta jest istotna. Jak dieta może pomóc w wielu problemach ze zdrowiem. Bo kiedy jesz syf, przetworzone, kolorowe produkty ze sklepowej półki – to ma ogromne znaczenie. Ale kiedy jesz „czysto” to jest już prawdopodobnie dobrze. Być może potrzebujesz sprawdzić jeszcze alergię, wyeliminować jakiś produkt. Ale fiksowanie się każdą możliwą dietą, a tym samym stawianie diety w centrum wszechświata – nigdy nie będzie dobrym pomysłem, kiedy nie masz blisko wsparcia od innych, kiedy nie kochasz siebie, kiedy katujesz ciało codziennym ciężkim treningiem, kiedy zarywasz noce i nie dbasz o sen, kiedy od rana do wieczora spędzasz czas w zamkniętym pomieszczeniu, kiedy nie dajesz sobie prawa do chwili tylko dla siebie, do głośnego śmiechu, do dziecinnych wariactw. Kiedy trzymasz cały czas gardę w stosunku do innych ludzi, nie dostrzegając wszystkiego dobrego, co dzieje się dookoła.

Najpierw byłam na siebie zła za ostatnie półtora roku. Za to, że usilnie „walczyłam” o zdrowie, kiedy „walka” to nie jest właściwa droga. Za to, że zawiodłam grupę ludzi, którzy dzięki mnie przeszli na pełnowartościowe żywienie roślinne (na szczęście pozostali, do dziś dostaję takie wiadomości 🙂 ). Za to że uwierzyłam niektórym, którzy oskarżali mnie (bezpodstawnie) o hipokryzję czy budowanie wizerunku na diecie wege i oszustwie (nigdy nikogo nie okłamałam…gdyby nie powyższe powody poszukiwania w rozpaczy i po omacku pełni zdrowia, moja strona dalej byłaby Fitnesską na roślinach. <chociaż po części dalej jest i będzie>). Dużo mnie to kosztowało, bardzo dużo zdrowia psychicznego. Ale nic nie dzieje się bez przyczyny.

Teraz jestem silniejsza, teraz jestem wdzięczna za ostatnie trzy lata i wszystko, co mnie spotkało. Teraz jestem bogatsza o doświadczenie, a przede wszystkim BARDZIEJ ŚWIADOMA. Świadoma tego, co w życiu ważne.

Dziś kończę 27 lat.    🙂